(Nie)realność czasów pandemii

Tutaj wstawiamy własnoręcznie napisane artykuły na interesujące nas tematy.
Awatar użytkownika
Cofftee
Moderator
Posty: 91
Rejestracja: 02 lis 2019, 11:34

20 mar 2020, 11:45

Emilia to dziewiętnastoletnia dziewczyna; wysoka blondynka, tegoroczna maturzystka. Szczupła, choć prawdopodobnie nie użyłaby akurat tego słowa, gdyby miała samodzielnie opisać własny wygląd.
Kiedy spotykamy się rankiem, na młodej twarzy widać niedospanie. Siada przy stole, zadzierając kolano pod brodę. Istniejąca gdzieś za oknem szarość dnia odpowiada znudzonemu spojrzeniu.
Jest dziewiętnasty marca, 2020. W wielu miejscach na świecie ludzkość próbuje założyć życiu lejce i wepchnąć mu w mordę metalowe wędzidło.

Jak się czujesz w kolejnym dniu pandemii?

No… Cóż… W sumie przywykłam już do nowego trybu życia. Z początku było ciężko, a siedzenie w domu całymi dniami strasznie mnie nudziło. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić i jak się w tym wszystkim odnaleźć. Teraz jednak mam plan działania na najbliższy miesiąc. Dużo daje mi nauka, lubię tak spędzać czas.
Jesteś chyba jedynym uczniem, który to powiedział.
Tak, być może (śmieje się). Poza nauką mogę dopilnować diety, treningów tańca, pobyć z rodziną, a tego ostatniego mi akurat brakowało. Szkoła to straszny pochłaniacz czasu, również jego marnotrawstwo. Na historii na przykład nie robimy nic – nic, kompletnie. Oprócz tego dwugodzinne dojazdy…

Czyli, summa summarum, nie jest źle, jeśli chodzi o ciebie?

Nie, jest spoko.

Co zastajesz, wychodząc na zewnątrz?
Pustki. Chociaż wczoraj, będąc na rolkach, odniosłam wrażenie, że ludzie nie do końca się tak sytuacją przejmują. Widziałam dzieci na hulajnogach, spacerowiczów, rowerzystów, osoby wracające z zakupów. Wyluzowali, przystosowali się. Na początku było znacznie gorzej, panowało przerażenie. Później zobaczyli, że wychodzenie z domu wcale nie zabija, więc korzystają z wolnego, póki mogą. Szczególnie dzieciaki, ich najwięcej.

To prawda. Powiesz mi coś o tym, co widziałaś w sklepach?

Wcześniej, przede wszystkim, puste pułki, szczególnie tam, gdzie składają papier toaletowy, kasze, ryż, chleb. Teraz z asortymentem lepiej, ludzie porobili zakupy, siedzą zaryglowani w domach i jedzą to, co mają. Sklepy wprowadzają też podobno limit kupujących.

Słyszałam, że w Ameryce już tak jest.
Wyobrażam sobie, że przy wejściu będzie stał ochroniarz i liczył wchodzących ludzi.

Też tak o tym myślę. A jak oceniasz ogólnie dostęp do informacji? Masz ich wystarczająco dużo, by zachować spokój?

Zdecydowanie tak. Informacje są wszędzie, co nie włączę telefonu czy wiadomości, zawsze coś nowego. Właśnie tutaj czytam, że podobno wiadomo, co z maturami.

O! Na gorąco.
Do szkoły wrócimy po świętach wielkanocnych. A jeśli chodzi o same egzaminy… (Nie powiedzą nigdy konkretnie, tylko najpierw muszą zrobić napięcie). Niemniej jednak chyba trzeba będzie je przesunąć, nie wiadomo na kiedy.

A czy to są oficjalne informacje?
No… (zastanawia się). Ale myślę, że tak będzie. Jak tylko ogłoszono dwutygodniową przerwę z powodu wirusa, to od razu odczytałam to w głowie tak: „aha, miesiąc siedzisz w domu”. To przecież niemożliwe, aby epidemia wygasła w czternaście dni, więc byłam przygotowana. Na razie odpowiada mi ten tryb domowej pracy, natomiast boję się tylko tych lekcji online, że je wprowadzą. Nie chcę siadać przed nauczycielem na kamerce.

Tak, mogę się z tym utożsamić. Nie każdemu to odpowiada. Mam jeszcze jedno bardzo ważne pytanie: jak kwitnie miłość w czasach pandemii?
Miłość kwitnie i nie kwitnie. Zależy jaka. Jeśli chodzi o miłość do partnera, to ciężkie czasy dla mnie i Kuby. Mieszkamy w pewnej odległości, jego rodzice boją się wzajemnego zarażania i nie wypuszczają go do mnie. Musimy korzystać z telefonu. Zanosi się na to, że długo nie będziemy się widzieć, nad czym ubolewam. Myślę, że okres pandemii to okres próby dla wielu związków. A jeśli chodzi o miłość rodzinną, to ona akurat kwitnie. Mamy okazję razem posiedzieć, więcej rozmawiać, nawet jesteśmy niejako na siebie skazani – w pozytywnym sensie. Ten aspekt mnie akurat uszczęśliwia; ten czas, którego normalnie pewnie bym nie miała, jako zabiegana maturzystka. Na tego rodzaju miłość wpływa to dobrze.

Ostatnia prośba. Jakbyś mogła to jakoś skomentować – to, co się obecnie dzieje. Jak to z twojej perspektywy wygląda?
Od początku pandemii mam wrażenie, jakbym w jedną noc przewędrowała dziesięć lat do przodu. To, co dzieje się wokół jest nierealne, jakby było snem. Wystarczył jeden dzień i moje życie totalnie się zmieniło. Zupełnie inne warunki, nie da się tego nie odczuć, media cały czas o tym mówią. Jestem zdziwiona i zaszokowana – nie w czysto negatywny sposób, a zwyczajnie nie wierzę. Tak bym to opisała. Science fiction.
Awatar użytkownika
Cofftee
Moderator
Posty: 91
Rejestracja: 02 lis 2019, 11:34

20 mar 2020, 11:48

Z jakiegoś powodu nie potrafię naprawić braku jednego akapitu. Informuję, że wiem o błędzie ;-)
Awatar użytkownika
Mane Tekel Fares
Administrator
Posty: 92
Rejestracja: 30 paź 2019, 12:39

05 kwie 2020, 12:40

Rozumiem, że to ku pokrzepieniu serc. :-)
Nic tak dobrze nie spala jak tlen
Awatar użytkownika
Cofftee
Moderator
Posty: 91
Rejestracja: 02 lis 2019, 11:34

07 kwie 2020, 18:13

Tak, oraz celem utrwalenia.
Morus1
Nieśmiałek
Posty: 1
Rejestracja: 13 maja 2020, 15:09

13 maja 2020, 16:07

Podobało się.
Dum spiro, spero
Awatar użytkownika
Cofftee
Moderator
Posty: 91
Rejestracja: 02 lis 2019, 11:34

13 maja 2020, 17:25

A dziękuję!
Pozdrowienia!
Awatar użytkownika
Wilczyca
Prekursor
Posty: 96
Rejestracja: 13 maja 2020, 0:25

13 maja 2020, 18:17

Hm... całkiem prawdziwe. Jedno dodam - niewielu traktuje to jak szansę, może poza maturzystami i tymi, którzy mają coś ważnego do zaliczenia, a co wpłynie na ich życie... generalnie, gdy nadszedł ten dzień, to siedzieliśmy w klasach, wisząc dosłownie na wiadomościach i czekając co powie premier. Pod koniec, tuż przed dzwonkiem było takie:
- Sprawdźcie wiadomości. Zamykają szkoły.
Powstał szum.
- Poważnie?
- Bez jaj. - koleżanka odwróciła się w moją stronę.
- O japierdziele. Nie wierzę. - Adam wyszczerzył się.
Wychowawczyni stanęła na wysokości zadania i przerwała tłumaczenie jakichś chemicznych niuansów. Popatrzyła po nas i powiedziała:
- Zanim pójdziecie do domów, to ostatnie zadanko z chemii dla was. Przede wszystkim nie panikować, spożywać dużo witamin, dbać o higienę osobistą, wysypiać się. W ogóle - ożywiła się - Bardzo gorąco polecam wam "Dżumę" Alberta Camusa. To jest ponadczasowa i niezwykła lektura.

Potem wyszliśmy na korytarz, gdzie panował szum i przeludnienie - efekty wiadomej reformy, ale nie o tym tu teraz. Gdy szło się przez te tłumy, a bardziej odpowiednim określeniem by było "przeciskano się", to można było usłyszeć:
- Koronaferie!
- Słyszałaś? Zamknęli szkoły.
- Jak ja to teraz zaliczę?
Akurat tu była krótka piłka, bo celem było miejsce, gdzie król chodzi piechotą, ale tam ani papieru, ani mydła, ani żelu dezynfekującego... Rzec można, że szkoły zamknęli na czas. Odstaliśmy swoje w kolejkach (ach, te słynne kolejki - po reformie dłuższe niż te w latach 70-tych i 80-tych) i wróciliśmy z powrotem.

Podsumuję to jednym zdaniem mojego kolegi, który odezwał się od razu, gdy wszyscy siedzieliśmy z powrotem na chemii:
- Z czego się tak wszyscy cieszą? Przecież to na minus dla nas. Teraz przez 2tyg będę musiał się sam motywować do nauki.
Śmiech.

Jak wszyscy maturzyści. Jak wszyscy ci, którzy mają coś ważnego do zrobienia w życiu. Oblicza dwa. Jak zawsze :)
Cogito ergo sum
Awatar użytkownika
Cofftee
Moderator
Posty: 91
Rejestracja: 02 lis 2019, 11:34

13 maja 2020, 18:25

Święte słowa. Z jednej strony widzę zalety tego położenia, a z drugiej jednak cały czas coś jest nie tak. Podobnie jak bohaterka tekstu.
Dzieki, że wpadłaś! :-)
ODPOWIEDZ